A Note on Languages

Notatka o językach

Linas Juozenas

Pułapki i możliwy most

Strona z dziennika — dzień, w którym zacząłem zauważać, jak słowa mogą wpływać na ludzi.


Myśląc o językach, uświadomiłem sobie coś prostego i ważnego: prawdopodobnie potrzebujemy rodzaju języka łączącego — języka mostowego — czegoś na tyle uniwersalnego, by łączyć, nie zamieniając się w chaos.

Przez długi czas zakładałem, że tym mostem jest angielski. Ale ostatnio coraz bardziej odczuwam, jak łatwo język można wyostrzyć i użyć do manipulacji — nie tylko przez ludzi, ale też przez to, jak znaczenia mogą ślizgać się w tekście.

Małe pułapki, które zacząłem zauważać

  • Czy to żołnierz w kamuflażu… czy ktoś lutujący płytkę pełną mikrochipów?
  • Czy to żelazo — metal w ziemi i piecach… czy prasowanie ubrań, by wyglądać „porządnie”, jak rola, w którą ktoś jest zmuszony wejść?
  • Czy to stal — mocna, wypolerowana, kuta pod presją… czy kradzież — zabieranie tego, co ktoś inny zbudował, kupił, nosił lub potrzebował do przetrwania?
  • I czy to kłamca… czy prawnik — ktoś, kto potrafi ubrać kłamstwo w formalne słowa, aż zacznie wyglądać na legalne?

Ten sam dźwięk. Inna rzeczywistość. A czasem to zamieszanie nie jest przypadkowe.

Te same pułapki znikają w litewskim

W litewskim te mylące angielskie echa całkowicie się rozdzielają. Słowa nie wyglądają tak samo, nie brzmią tak samo i nie wywołują tych samych obrazów w wyobraźni.

  • Żołnierzkareivis / karys
    Lutowanielitavimas
  • Żelazogeležis
    Prasowanielyginimas
  • Stalplienas
    Kradzieżvogimas
  • Kłamcamelagis
    Prawnikadvokatas / teisininkas

Inny obraz. Inny dźwięk. Inna forma zapisu. Brak wizualnego lub fonetycznego powiązania. Zamieszanie, które istnieje w angielskim, po prostu tu nie występuje.

Po tym uświadomieniu część mnie chciała wyrzucić cały ten pomysł do kosza i odejść. Ale to jest język, którego używam najczęściej. Mamy to, co mamy, i nadal musimy mówić: nazywać rzeczy, prosić o pomoc, bronić się, budować przyjaźnie, budować przyszłość.

Potem zacząłem myśleć o innych językach i zauważyłem coś jeszcze: niektóre języki (albo przynajmniej niektóre sposoby ich używania) wydają się być częściowo zbudowane, by bronić się przed obcymi — jak mur z gramatyki, slangu i ukrytych znaczeń. To sprytne… i trochę tragiczne, gdy najbardziej potrzebujemy połączenia.

Smutek stojący za „obronnymi” językami

Kiedy zrozumiałem, że niektóre języki są kształtowane głównie po to, by bronić się przed innymi językami, nie poczułem złości — poczułem smutek. Bo język nie tylko chroni granice; on też kształtuje ludzi, którzy go używają.

Kształtuje ciało w małych, niewidocznych sposobach: jak porusza się gardło, jak spoczywa szczęka, jak oddech nabiera rytmu. Wibracja się zmienia — a wraz z nią emocjonalny ton mówienia, tempo myślenia, domyślny kształt uwagi.

Z czasem może nawet przekształcić odczuwaną rzeczywistość miejsca: co jest normalne do powiedzenia, co ryzykowne, a co w ogóle nie do wypowiedzenia. Obronna mowa może stać się obronnym życiem.

(To osobista obserwacja — metafora i rozpoznawanie wzorców — a nie naukowe twierdzenie.)


Więc co wybieramy?

Uwielbiam, jak wyglądają chiński i koreański. Nawet gdy nie znam słowa, czuję ich projekt — logikę — sposób, w jaki system się trzyma.

A jednak pierwszym językiem, po który sięgnąłem, był japoński. Jest piękny. Wiele alfabetów — jak różne instrumenty grające w jednej orkiestrze.

Ale wiem, że to też osobiste pragnienie: chęć połączenia, nauczenia się czegoś pięknego, otwarcia nowego drzwi w moim umyśle. To nie to samo co uniwersalny most. Język mostowy nie powinien emocjonalnie należeć do jednego plemienia — powinien być jak otwarta przestrzeń, jak powietrze publiczne.

A potem… pomyślałem o litewskim

Litewski jest dziko złożony — ale też elastyczny. Możemy tworzyć słowa i znaczenia na bieżąco, a ludzie i tak rozumieją sens. Alfabet jest prosty, wymowa zaskakująco czysta, a język potrafi przekazać dużo informacji, nie rozpadając się.

Czasem można zakodować całą ideę — nawet cały kraj i to, co reprezentuje — w jednym imieniu. I szczerze… uwielbiam, jak to brzmi. Lubię to słyszeć.

Jest też dziwna plotka, której nie mogę zapomnieć: kiedyś widziałem, jak ktoś twierdził, że potrafi „czytać litewski” w piramidach — nie dosłownie te same litery, ale znajoma logika ubrana w inne symbole. Nie wiem, co o tym myśleć i nie próbuję tego sprzedawać jako prawdę. Ale sama idea zapada w pamięć.

Na razie trzymam umysł otwarty. Obserwuję słowa uważniej. I wciąż szukam języka, który łączy ludzi, nie zamieniając się cicho w smycz.

Notatka do siebie: jeśli słowa mogą być tworzone, by manipulować, to jasność jest formą ochrony — a życzliwość formą tłumaczenia.

Powrót do blogu